Najwcześniejsze dzieje wsi i folwarku Brulino Koski oraz związanego z nimi szlacheckiego rodu Brulińskich sięgają początków XV w. i są tylko fragmentarycznie udokumentowane. Natomiast historia właścicieli Brulina Kosek w XVII w., Godlewskich herbu Gozdawa, jest już dość dobrze znana. Protoplastą tej rodziny był Stanisław, syn Krystiana, wojewody płockiego w latach siedemdziesiątych XIV stulecia, który za wielkie zasługi na dworze księcia mazowieckiego Bolesława otrzymał w 1438 r. 40 włók ziemi leżącej w powiecie ostrołęckim. Na ziemi tej założył wieś Godlewo, a jego potomkowie dodali jeszcze kilka osad o dwuczłonowych nazwach, których pierwszym członem było zawsze Godlewo.
Prawnuk Stanisława Godlewskiego, również Stanisław, pan na Godlewie i Czyżewie, o przydomku „Mazik”, odnoszącym się do całej rodziny, był cześnikiem nurskim na przełomie XVI i XVII w., a jego syn Walenty – sędzią ziemi nurskiej. Z kolei jego prawnuk, Marcin Godlewski, komornik nurski, był już właścicielem Brulina Kosek. Kiedy zmarł w 1745 r., majątek przejęła jego żona, Katarzyna z Kamieńskich, a gdy i ona zmarła, najbliżsi krewni postanowili sprzedać Brulino Koski. Przez pewien czas było ono własnością Brzostowskich i Pieńkowskich.
Po 1826, a przed 1840 r. Brulino dla Godlewskich odzyskał Wawrzyniec, urodzony w 1778 r. w Godlewie, a zmarły w Brulinie Koskach i pochowany w rodzinnym grobowcu na cmentarzu w Czyżewie w 1842 r.
Syn Wawrzyńca i Teresy z Jeziorkowskich, Józef, urodzony w 1826 r. w Godlewie, zaczął gospodarować w Brulinie Koskach w okresie uwłaszczania chłopów. Gospodarzem okazał się nie byle jakim. Świadczą o tym złote medale otrzymywane na warszawskich wystawach żywego inwentarza. On też zbudował w 1880 r. istniejący do dzisiaj dwór. Nie była to pierwsza dworska siedziba Godlewskich w tym miejscu, ale jak wyglądały jej poprzedniczki, tego, niestety, nie wiemy.

 Dwór w Brulinie odzyskał swój pierwotny wygląd


Dwór stanął na niewielkim pagórku, na zachodnim krańcu wsi Brulino Koski, w odległości 6 km od Czyżewa w kierunku na Nur. Był to budynek murowany, parterowy, wzniesiony na planie prostokąta, z dwoma bocznymi ryzalitami, od strony południowej. Przykryty został dwuspadowym dachem z naczółkami. Nieznany z nazwiska architekt nadał mu pseudoklasycystyczne formy z elementami włoskiego manieryzmu.

Boczny ryzalit

Wnętrze dworu, składające się z 10 pomieszczeń ogrzewanych piecami zbudowanymi z pięknie ozdobionych kafli, umeblowano XVIII-wiecznymi sprzętami, które później, po I wojnie światowej, zostały odrestaurowane. Wokół rozciągał się park porośnięty dębami, modrzewiami, jesionami, tulipanowcami oraz lipami tworzącymi dwa szpalery na wschodnim i północnym krańcu.

 Dwór widziany z ogrodu


Po śmierci Józefa Godlewskiego w 1913 r. majątek po nim przejął jego syn, Józef Hipolit, ostatni dziedzic Brulina Kosek z rodu Godlewskich. Był on dobrze przygotowany do prowadzenia gospodarstwa, gdyż w 1912 r. skończył Akademię Rolniczą w Dublanach pod Lwowem. Niestety, nastał czas I wojny światowej. Cofające się wojska rosyjskie zabrały ze sobą dziedzica wraz z ludźmi wynajętymi do pracy we dworze. Kiedy w 1918 r. wrócili wszyscy do Brulina, zastali gospodarstwo zaopatrzone w inwentarz i zboża wysiane przez samopomoc ziemiańską, tylko budynki były w dużej mierze zniszczone. Ledwie je Hipolit Godlewski przysposobił do użytku, gdy znowu Rosjanie, tym razem bolszewicy maszerujący na Warszawę, splądrowali dwór. Na szczęście szybko spod Warszawy zostali odparci i spokój na bez mała 20 lat zapanował na mazowieckiej ziemi. Pozwoliło to absolwentowi Akademii Dublańskiej przeprowadzić meliorację gruntów i zająć się na dużą skalę uprawą buraków cukrowych, a także wyremontować dwór i odrestaurować jego umeblowanie.
Józef Hipolit Godlewski nie tylko z zapałem uprawiał 300-hektarowe gospodarstwo, oddawał się równie aktywnie pracy społecznej. Organizował we dworze zebrania Okręgowego Towarzystwa Rolniczego, działał w Stronnictwie Narodowym i z jego ramienia był posłem na sejm w latach 1930-1935.
Kiedy w 1936 r. zmarł bezpotomnie – do końca życia pozostał starym kawalerem – w Brulinie Koskach zaczęła gospodarować jego siostrzenica, Janina Włodkowa, mieszkająca dotąd w Dąbrowie Bybytkach. Natomiast pieczę nad majątkiem w imieniu dzieci sióstr Józefa Hipolita, mających też jakieś prawa do spadku, objął Tadeusz Kulesza, dotychczasowy rządca zmarłego właściciela.
W pierwszych dniach września 1939 r. niemieckie samoloty uporczywie bombardowały linię kolejową Warszawa-Wilno, w pobliżu której leżało Brulino Koski. Z tego powodu Tadeusz Kulesza z kilkoma niezmobilizowanymi w sierpniu pracownikami, a także ze stadem bydła udał się do leżącej za Ciechanowcem wsi Kułaki. Wrócił jednak po kilku dniach, akurat po to, aby stać się świadkiem poczynań sowieckich żołnierzy. Pojawili się oni w Brulinie 26 września i jeszcze tego samego dnia zaczęli rzeź żywego inwentarza, wieczorem zaś spalili w ognisku wszystkie książki z bogatej dworskiej biblioteki. Zadomowili się, niestety, na dłużej, zamieniając budynki gospodarcze na koszary, a dwór na siedzibę sztabu i polową aptekę. Widząc to, Tadeusz Kulesza wyjechał wraz z rodziną do Ostrołęki. Była to decyzja fatalna w skutkach, bowiem wkrótce został wraz z siostrą aresztowany przez gestapo i wywieziony do Oświęcimia, gdzie oboje zginęli.
Po napaści Niemiec na ZSRR przybył do Brulina Kosek Kaszub Władysław Kur z Odargowa, używający fałszywych dokumentów na nazwisko Jan Przybyłowicz, reichsdojcz spod Lwowa. Uczynił to w porozumieniu z rejentem z Warszawy, Julianem Sienickim, który tuż przed wybuchem II wojny światowej kupił od spadkobierców Józefa Hipolita Godlewskiego 2/3 jego włości, pozostawiając resztę w rękach Janiny Włodkowej. Za zgodą Wschodniego Pruskiego Towarzystwa Rolniczego i cichą aprobatą Janiny Włodkowej Władysław Kur został oficjalnym administratorem majątku. Prawdziwym jego zadaniem, o którym nikt z mieszkańców Brulina nie wiedział, a nałożonym nań przez warszawską komendę AK, było zorganizowanie przerzutu ludzi i przesyłek przez granicę z Generalną Gubernią oraz zainstalowanie we dworze tajnej radiostacji. Misja Władysława Kura vel Jana Przybyłowicza powiodła się. Opuścił on Brulino Koski dopiero w połowie lipca 1944 r., udając się w kierunku Warszawy.

Za żelazną bramą


Jesienią 1944 r. dawny majątek Godlewskich został rozparcelowany, we dworze zamieszkali chłopi z okolicy, później rolnicza spółdzielnia produkcyjna umieściła w nim swoje biuro. Po upadku spółdzielni planowano w budynku dworskim urządzić dom wypoczynkowy, potem dom opieki społecznej, ale skończyło się na jego opuszczeniu i kompletnej dewastacji. Dopiero w latach dziewięćdziesiątych zainteresował się nim mieszkaniec Łomży, wykupił go na własność i począł starannie restaurować. I czyni to po dzień dzisiejszy.