Na lewym brzegu Czarnej Hańczy, parę kilometrów od jej ujścia z Wigier, stanęła przed laty wśród rozległych łąk obszerna chałupa. Była to chałupa podlaska, szerokofrontowa, asymetryczna, z dachem naczółkowym, krytym gontem. Od niepamiętnych czasów mieszkali w niej Jakubowscy, rolnicy z dziada pradziada. Wybudowali ją w miejscu, gdzie od zarania dziejów osiedlali się ludzie. W okresie neolitu byli to łowcy reniferów, w wiekach średnich – Jadźwingowie, przed dwoma stuleciami – starowiercy. Powstałą tu wioskę nazywano Rudą na Płaskiej, ponieważ na okolicznych łąkach wydobywano darniową rudę. Potem nazwę zmieniono na Maćkową Rudę, odkąd niejaki Maciej stał się drogą nadania właścicielem nadhańczańskiej ziemi.
    Jakubowscy byli dobrymi gospodarzami, zwłaszcza w okresie międzywojennym, kiedy głową rodu był Jan – sołtys Maćkowej Rudy. Nie tylko obrabiał on swoje 20 hektarów, ale stawiał też domy w sąsiednich wioskach, w Suwałkach i Sejnach. Po wojnie było już inaczej, do jego potomków przylgnęło piętno „synów kułaka”, gospodarstwo podupadło, a na starej podlaskiej chacie nie było widać śladów ręki prawdziwego gospodarza. W końcu, a był to rok 1984, wnuczka Jana Jakubowskiego, Jadwiga, postanowiła sprzedać bardzo już zniszczony rodziny dom wraz z rozpadającymi się budynkami gospodarczymi i kilkunastoma hektarami ziemi.

 Ze starej chaty podlaskiej prof. Andrzej Strumiłło uczynił staropolski dwór


    Nabywca przyjechał z daleka. Był nim profesor krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, znany malarz, grafik, pisarz i poeta, Andrzej Strumiłło. Właśnie wrócił z długiego pobytu w Nowym Jorku, bardziej niż kiedykolwiek przedtem stęskniony za pełną lasów, jezior i rozległych przestrzeni ziemią litewską, gdzie się urodził, i w jej pobliżu szukał siedliska dla siebie. Miejsce nad Czarną Hańczą, toczącą swoje wody ku Niemnowi, wydało mu się bliskie temu, które zostało gdzieś nad Niewiażą albo pod Mińskiem, skąd wywodził się ród Strumiłłów, więc zaczął szybko budować tu swój dom. Własnymi rękami zrywał stare sufity, by odsłonić zdrowe jeszcze belkowanie, usuwał wszystko, co zasłaniało piękną, tradycyjną ciesielską robotę, ratował to, co na ratunek zasługiwało: dwa piece z ubiegłego wieku, strop w saloniku, główne drzwi z grecka kanelowane. A że tylko pół chałupy udało się uratować, dobudował drugie tyle i jeszcze trochę, znacznie ją tym sposobem wydłużając. Od strony rzeki odtworzył obszerny, oszklony ganek, zachowując stary, wychodzący na drogę, ściany oszalował sosną i modrzewiem, dach pokrył osikowym wiórem i nim się mieszkańcy Maćkowej Rudy obejrzeli, w ich wsi pojawił prawdziwy staropolski dwór.

Strażnik dworu


    Jego sercem stała się kuchnia z rozłożystym piecem chlebowym, zaprojektowanym według tradycyjnych wzorów litewskich, z paleniskiem na cztery fajerki, duchówką, „pieczurką” mieszczącą zimą kury z kurczakami, z leżanką do wygrzewania korzonków na starość.

 Kuchnia z piecem chlebowym, zaprojektowanym na litewski wzór

Tuż obok alkierzyk do spania, dalej salon z XIX-wiecznymi meblami oraz pamiątkami z przeszłości i przywiezionymi ze świata, sionka na beczułki i dzieże, pokój kredensowy, biblioteka ze schodami prowadzącymi na poddasze, do znajdujących się tam pokojów gościnnych i wreszcie najciekawsze pomieszczenie – rozległy gabinet do pracy, pełen książek, niedokończonych obrazów, zaczętych szkiców i artystycznego nieładu. Gospodarz mówi, iż zebrał w nim okruchy materii przeróżnej z dalekich wędrówek: trochę kamieni z Himalajów, Gobi, Ziemi Świętej; trochę sztuki, kilka zasuszonych roślin; dzienniki, fotografie, negatywy i szkice; przypadkowy, ale pożyteczny na wsi księgozbiór; dyplomy zbędne i odznaczenia kurzem okryte; szpargały bibliograficzne; trochę rodzinnych relikwi: listy Ojca umierającego na katordze, fotografie Mamy z lat pierwszej wojny światowej – w białej koronkowej sukience – wykonane w Moskwie; rysunki naszych dzieci, wiersze do Danusi, broń pięknie grawerowaną przez syna; nagrania muzyki, którą Norwid umieściłby pomiędzy Azją a niebem...

 Salonik  Pamiątki z przeszłości przywiezione z dalekiego świata

limby tatrzańskiej, korkowca amurskiego, kłokoczki południowej. Oddzielne miejsce zajął posadzony jeszcze przez Jakubowskich modrzew – najstarszy na Suwalszczyźnie.
    Kiedy dwór był już gotowy, prowadzenie domu wzięła w swoje ręce pani Danuta, żona profesora, również absolwentka krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, a on sam mógł zająć się odtworzeniem zabudowań gospodarczych. Co rok powstawał jeden budynek – najpierw garaż, wozownia, pracownia malarska, później stajnie, spichlerz, szklarnia. Całe siedlisko zostało otoczone murem, na który poszło sto przyczep kamieni zebranych z okolicznych pól.
    Wkrótce wybitny artysta stał się znakomitym hodowcą koni. Stajnie zapełniła dziesiątka arabów czystej krwi. Najlepsze z nich zaczęły ścigać się na Służewcu, odnosząc sukcesy w niejednej gonitwie. Największym championem okazał się Czakamar, natomiast Czarina zasłynęła z urody – była wszak praprawnuczką Mlechy, która pozowała niegdyś Juliuszowi Kossakowi.
Hodowla koni, praca na roli, doglądanie lasu nie wytrąciły zupełnie pędzla z ręki profesora. Może tylko nieco rzadziej zań chwyta, by stworzyć kolejny obraz z cyklu „Apokalipsa”, „Psalmy” czy „Rzecz o dwoistości”.

 Pracownia Profesora

Zresztą nie tylko obowiązki gospodarskie odrywają go od sztalug. O każdej porze roku ciągną do dworu nad Czarną Hańczą goście z Polski i ze świata. Natknąć się tu można na znanych polityków, ministrów, prezydentów, wybitnych uczonych, sławnych pisarzy, laureatów Nagrody Nobla, przeróżnych artystów i... wiejskie dzieci – równie gościnnie przyjmowane, jak ci przybysze z wielkiego świata. Dom Andrzeja Strumiłło przed nikim nie zamyka swoich drzwi, tak bowiem w prawdziwych, staropolskich dworach onegdaj bywało.